
Na najnowsze cudo firmy Apple w Europie trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy. Sam telefon - nas może mniej interesuje, choć nie ukrywam, że kusi ładną obudową, poczekamy jednak na następne wersje, ale oczywiście - pojawiliśmy się na amerykańskiej premierze telefonu XXI wieku - w centrum Apple przy 5. Alei.
Od samego rana stacje telewizyjne epatowały widzów ogromną kolejką przed sklepem, czekający opowiadali niestworzone historie o tym, ile czasu spędzili w niej na krzesełkach lub w śpiworach i co w tym czasie robili i że gotowi są poświęcić się jeszcze bardziej, żeby tylko mieć to cudo techniki.
Na CraigsList iPhony, których jeszcze nawet nie zaczęto sprzedawać i wysokie miejsca w kolejce osiągnęły cenę $2000. Czy to prawda, czy tylko chwyt marketingowy - postanowiliśmy sprawdzić na własne oczy....
Pod flagowym sklepem Apple, który kusi zawieszonym w szklanej kostce jabłkiem, tłum reporterów, wszystkie nowojorskie stacje telewizyjne, kolejka pilnowana przez ochronę i oczywiście turyści i przechodnie, których nawet bez dodatkowej atrakcji jest tu w każde popołudnie mnóstwo.
Trudno dostać się pod samą, szczelnie obstawioną kostkę. Punkt 6- godzina zero-we wszystkich sklepach Apple w całej Ameryce wpuszczono pierwszych kolejkowiczów. W przezroczystej klatce widać jak zbiegają, obsługa bije im brawa, wychodzą podnosząc w tryumfalnym geście czarne torebki, telewizje robią wywiady.
Jeden z pierwszych nabywców wyznaje uszczęśliwiony, że na pewno świetnie zarobi, zamierza bowiem sprzedać swego Iphona za jakies 1200$, ale drugi z zakupionych aparatów -taki przydział obowiązywał- zostawi sobie.
Dużo zamieszania, lecz gdy się zaczęły zwijać pierwsze ekipy, to nagle robi się dość pustawo. Natomiast w każdym dzienniku Iphone miał swoje miejsce, dużo miejsca, mówiono chętnie o iphono-manii i iphono-histerii.
Firmie Apple gratulujemy marketingu- swietna robota;) I nie sposób oprzeć się refleksji o życiu w wirtualnym i wykreowanym świecie w którym wszyscy tkwimy.
Teraz będziemy tkwić z iphonem...



